Oreo Shake & Truskawka Shake


Idealne na gorące majowe popołudnie, gdy jedyne na co mam ochotę to leżeć w parku, czytać książkę i zapomnieć o wszystkich problemach tego świata. Ale muszę przyznać, że dopiero gdy jest tak ciepło, mam ochotę działać. Wychodzę z mieszkania, szukam warzyw na straganach, przypadkiem trafiam do kina. Szukam szczęścia. ;) Na pewno trochę małej radości ukrytej jest w szklance takiego szejka. Szczególnie ten z Oreo - super sprawa, kawałki ciastek połączone z lodami. Spróbujcie, polecam.

PS. Kombinujcie z proporcjami! Może ktoś chce więcej ciastek, może ktoś chce bardziej mlecznego szejka, jak wolicie :-)


Do Oreo Shake potrzebujemy
(1 porcja):
5 ciastek Oreo
200ml lodów waniliowych (1/5 litrowego pudełka)
150ml mleka

Oreo kruszymy, gdy są jeszcze zamknięte w foliowej paczuszce (możemy uderzać nią o co popadnie). Wrzucamy je do naczynia, dodajemy lody i mleko, miksujemy za pomocą blendera przez około 1,5 minuty.
Podajemy jeszcze zimne! Do dekoracji możemy użyć reszty pokruszonych ciastek.


Do Truskawka Shake potrzebujemy
(1 porcja):
6 dużych truskawek (mogą być mrożone, ale już rozmrożone):
200 ml lodów waniliowych
150 ml mleka
opcjonalnie cukier (ja nie użyłam)

Truskawki myjemy i oddzielamy od szypułek. Wszystkie składniki miksujemy za pomocą blendera. Do dekoracji możemy użyć świeżych truskawek.


Smacznego!

Sernik klasyczny


Zauważyliście, że na blogu nie było dotychczas przepisu na sernik? Uwielbiam wszystkie serniki świata, jednak dotychczas przerastało mnie zrobienie takiego prawdziwego, ciężkiego, dobrego, domowego sernika. Jednak w pewien szary, bezsłoneczny weekend zamknęłam się w kuchni i podjęłam wyzwanie. Kupiłam twaróg, zmieliłam go, a potem ucierałam i ucierałam masę.
To taki klasyczny-nieklasyczny sernik. Wiadomo, że spód z ciasteczek i kajmak na górze nie są zbyt oczywistym rozwiązaniem, na przykład dla mojej Babci. Dla mnie jednak esencją jest masa serowa, którą wykonałam według jej receptury. Było warto ;-)



Potrzebujemy:
na spód:
1 opakowanie ciastek Digestive
pół kostki masła


600g twarogu
5 jajek
1/2 kostki margaryny
3/4 szklanki cukru
1 ugotowany ziemniak
1 łyżka mąki ziemniaczanej 
sok z połówki cytryny
szczypta soli

pół puszki masy kajmakowej

1.Robimy spód: kruszymy ciastka i łączymy je z roztopionym masłem. Wykładamy na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia.

2. Masa sernikowa: W maszynce dwukrotnie mielimy twaróg, następnie przepuszczamy przez nią również ugotowany ziemniak.
3. Oddzielamy żółtka od białek, białka ubijamy na sztywno.
4. Margarynę ucieramy (najlepiej ręcznie) z cukrem, dodajemy ser (wymieszany z ziemniakiem) i żółtka na zmianę, ucieramy dalej.
5. Dodajemy sok z cytryny, mąkę ziemniaczaną oraz białka. Delikatnie, starannie mieszamy.
6.Do tortownicy przekładamy masę serową.
7. Wkładamy do piekarnika na około godzinę (robimy test suchego patyczka).
8.Po tym czasie wyłączamy piekarnik i odkrawamy brzegi ciasta od tortownicy, zostawiamy do wystygnięcia.
9. Zanim zaserwujemy wykładamy na górę masę kajmakową (ja posypałam jeszcze cukrem dekoracyjnym).





Smacznego!

Lekko każdego dnia, czyli będę piła wodę!


Chyba po raz pierwszy na blogu pojawi się wpis nie do końca związany z gotowaniem. Otóż, Moi Drodzy, chciałam Wam opowiedzieć o mojej ostatniej wizycie w Warszawie, o tym dlaczego przez najbliższe dwa tygodnie mam zamiar pić codziennie po 2 litry wody dziennie i o tym, jak mam nadzieję, że ten nawyk wejdzie mi w krew.


W ostatnim tygodniu kwietnia wsiadłam w pociąg relacji Poznań-Warszawa i wylądowałam na warsztatach, na które zostałam zaproszona przez Dobrowiankę. Były one bezpośrednio związane z tym, że zgodziłam się przystąpić do programu oczyszczania, czyli mam zamiar codziennie, przez najbliższe dwa tygodnie pić po dwa litry wody. Niby nic, jednak dla mnie zawsze był to wielki problem. Zawsze mi się wydawało, że woda nie ma smaku. Nie mówiąc o tym, że dwa litry wydawały mi się być całą rzeką do wypicia. Żeby było raźniej do programu przystępuje ze mną pięć czytelniczek bloga, które zgłosiły się do mnie przez stronę bloga na facebooku. :-) Mam nadzieję, że damy radę.


Na warsztatach spotkałam siedem innych blogerek (byłam jedyną kulinarną). Blogi części z nich znałam już wcześniej, np. bloga Zuzy (klik!) z którą jestem na zdjęciu powyżej (ja po lewej).
Spotkanie polegało na fajnej i aktywnej rozmowie z paniami dietetyczkami i lekarzami. Dowiedziałam się kilku naprawdę ciekawych rzeczy. Na przykład? Organizm człowieka przystosowany jest do przyjmowania kalorii w formie posiłku. Dlatego też jak już coś pijemy to powinna być to woda, która ich nie ma. Oprócz tego hitem między nami okazała się informacja, że dzieci do 6 roku życia mają kubki smakowe również w okół ust. Dlatego tak bardzo lubią smarować sobie buzie jedzeniem! :-)


W każdym razie, musicie wiedzieć, że pewnie jak mnie gdzieś spotkacie - będę miała ze sobą butelkę wody. Pomarańczową i ładną ;) Deklaruję również, że postaram się nie pić żadnych innych soków, napojów gazowanych itd. Kawy z całą pewnością jednak sobie nie odmówię (ale dostałyśmy pozwolenie ;-)
Wszystko po to, aby zrealizować program oczyszczania. Woda w naszym organizmie jest niezbędna, dzięki niej wszystko funkcjonuje tak jak powinno. Ja chyba po raz pierwszy będę miała okazję naprawdę się o tym przekonać. Wiecie, jedzenie jedzeniem, czasami jednak trzeba zwrócić też uwagę na to co się pije.


Jedną z fajniejszych rzeczy na całym spotkaniu była sesja zdjęciowa robiona instaxem. Każda z nas zabrała ze sobą kilka zdjęć, które sprawiły nam masę śmiechu. Cały ich urok polegał na tym, że nie było czasu na pozowanie i poprawianie się. Na większości z nich mam okropnie głupie miny. ;)


Z całą pewnością wiem, że należy stosować się do kilku prostych zasad: jak już pijemy wodę to nie na raz i od razu 2 litry. Powoli, w odstępach czasu, mamy na to cały dzień. W innym wypadku już po pół godzinie prawie nic w nas nie zostanie! Już za dwa tygodnie dam Wam znać jak się czuję ;-) Mam zamiar również dowiedzieć się od moich czytelniczek, które razem ze mną przyłączyły się do programu jak one się czują, Mam nadzieję, że każda z nas poczuje różnicę. :)

Wrzucam jeszcze kilka zdjęć. To chyba pierwszy raz, kiedy tak naprawdę macie okazję przekonać się jak wygląda Czarownica Agata.







Do zobaczenia!

PS. Już niedługo przepis na sernik ;-)))

Spaghetti Bolognese




Przepis z serii: klasyki po mojemu. Całkiem możliwe, że każdy z Was ma swój ulubiony przepis na spaghetti po bolońsku. Jest zawsze dobre na kolację, pyszne na obiad. To jedne z dań, które zdarza mi się robić najczęściej, w sumie aż dziwne, że wrzucam je tutaj dopiero po trzech latach prowadzenia bloga. Obowiązkowo musi być aromatyczne, pełne czosnku, na dobrych pomidorach z puszki i najlepiej na mięsie mielonym przeze mnie w maszynce. Świeże zioła i parmezan na górę i wszystko jest super. Na pewno o tym wiecie, jednak zawsze można zerknąć na mój sposób na ten makaron.



Potrzebujemy:
500g wołowiny w kawałkach (możemy zastąpić gotowym mięsem mielonym)
1 puszka całych pomidorów w puszce
1 kartonik przecieru (tylko nie ten w słoiku)
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
szczypta oregano
25g parmezanu
świeże oregano
3 pomidorki koktajlowe


1. W maszynce mielimy mięso
2. Gotujemy makaron z odrobiną oliwy z oliwek.
2. Cebulę drobno siekamy. Wrzucamy ją na rozgrzaną oliwę i szklimy.
3. Do cebuli dodajemy mięso, czekamy aż zmieni kolor. Dodajemy do niego zmiażdżony czosnek.
4. Pomidory w puszce siekamy nożem, wrzucamy do mięsa. Dodajemy przecier.
5. Dodajemy oregano oraz pieprz.
6. Mieszamy, zostawiamy na wolnym ogniu na kilka minut, ewentualnie solimy.
7. Makaron odcedzamy i przekładamy na talerz, dodajemy mięsny sos.
8. Posypujemy tartym parmezanem.
9. Serwujemy ze świeżymi ziołami i pomidorkami.



Smacznego!