Cake pops!

12/11/2011 Agata 23 Comments


Podjęłam wyzwanie :) Pamiętam gdy zobaczyłam je po raz pierwszy w Starbucksie jakieś dwa lata temu nie wiedziałam o co chodzi. Ciastka na patyku wydały mi się być trochę osobliwym pomysłem. No i tak myślałam do niedawna. Poruszając się po kulinarnym blogoświecie trafiłam kiedyś na Bakerellę, która jest absolutnym mistrzem w tej dziedzinie. Od tego czasu cakepopsy chodziły mi po głowie. Ostatnio robiłam małe zakupy na wypiekarni.pl i przy okazji zaopatrzyłam się również w patyczki do lizaków, które są niezbędne w tej całej zabawie.

Jak wrażenia? Są pyszne! Z całą pewnością robią wrażenie, są doskonałym pomysłem na mały upominek.  Trzeba bardzo uważać na konsystencję masy, wystarczy, że będzie trochę za rzadka - będzie spadać wam z patyków. Dla tych, którzy spotykają się z tym pojęciem po raz pierwszy: cake popsy to po prostu bajaderki. A na te przepis znajduje się już na blogu.

Nie podam przepisu na ciasto bazowe, gdyż po prostu wymieszałam wszystko co wpadło mi w ręce i upiekłam. Można użyć ciastka z babki, biszkoptu etc. Tutaj poprzedni przepis na bajaderkę (klik!).
Jako, że jest grudzień - dodałam do masy trochę przyprawy do piernika. Do dekoracji użyłam lukru białkowego z barwnikami spożywczymi, białej i mlecznej czekolady (ciepła czekolada rozpuszcza masę - trzeba uważać!).



Potrzebujemy:
500g ciasta
150g serka mascarpone/philadelphia
2 łyżki nutelli
3 łyżki kakao
1 łyżka przyprawy do piernika
1 łyżka śmietany 30% (tylko jeśli masa będzie za sucha)
 3 łyżki spirytusu (również opcjonalnie)

lukier białkowy:
2 białka
300g cukru pudru
barwnik spożywczy w proszku

biała/mleczna czekolada 
dekoracje

kawałek styropianu (do postawienia cakepopsów)


1. Kruszymy ciasto, mieszamy z serkiem mascarpone, nutellą, kakao, przyprawami, ewentualnie śmietaną.
2. Mieszamy rękoma aż masa będzie miękka, lecz staramy się żeby nie była za rzadka (uważajmy na wilgotne składniki).
3. Owijamy w folię i wkładamy na 20 minut do zamrażalnika.
4. Po tym czasie formujemy kulki, po czym je również owijamy w folię i ponownie wkładamy do zamrażalnika (na pół godziny).
5. Przygotowujemy lukier (białka miksujemy z cukrem pudrem i barwnikami),
6. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
6. Wyciągamy kulki z zamrażarki, w każdą wkładamy patyk i dekorujemy. 
7. Patyki od cakepopsów wsadzamy w styropian. Po nadzianiu możemy jeszcze na chwilę włożyć je do lodówki.

Smacznego!




23 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Pierniki na dobry początek grudnia

12/09/2011 Agata 15 Comments


Nie mam pojęcia dlaczego nie znalazły się tu już rok temu, ale widać, tak miało być.
Tym razem wyszły naprawdę dobre: kruche i aromatyczne.
Zaczął się mój ulubiony miesiąc i jakby nie było to banalne, naprawdę lubię ten przedświąteczny czas.
Lubię moje łóżko obwieszone lampkami, to jak smakuje pite na nim kakao w dobrym towarzystwie i pewnie już niedługo włączę sobie moje ulubione, świąteczne Love Actually. 
Te pierniczki tworzyłyśmy z Igą w późną noc, czekając na Mikołajki, popijając Glogga. Lubię magiczne grudniowe wieczory.


Czas na przepis!

400 g mąki pszennej
200 g mąki żytniej pełnoziarnistej
2 duże jajka
150 g cukru pudru 
200 g roztopionego masła
150 g miodu
2 łyżki przyprawy do piernika
2 łyżki kakao
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej




1. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni z termoobiegiem.
2. W rondelku rozpuszczamy masło razem z miodem, podgrzewamy, ale nie dopuszczamy do wrzenia. Mieszamy dokładnie.
3. Mąkę, cukier puder, przyprawę i kakao przesiewamy i mieszamy w misce. Dodajemy szczyptę soli.
4. Jajka roztrzepujemy za pomocą widelca.
5. Do mąki z cukrem i kakaem wlewamy jajko, mieszamy, dodajemy miód z masłem. Mieszamy dokładnie, urabiamy ręcznie do połączenia składników. Odkładamy do lodówki na godzinę.
6. Ciasto dzielimy na mniejsze części, każdą rozwałkowujemy na grubość około 1 cm, wykrawamy pierniki. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy około 10-12 minut. Studzimy na kratce, dekorujemy według własnej inwencji :)

Możemy przechowywać w słoiku dość długo, około 2-3tygodni.


Smacznego!

15 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Rogrzewająca zupa z soczewicy

11/07/2011 Agata 22 Comments


Zupa z soczewicy nigdy nie będzie ładna. Taka to bolączka blogerki kulinarnej. Ale może być rozgrzewająca, sycąca, idealna na jesienny obiad.
Mogę jeszcze trochę powymieniać, a wy musicie mi uwierzyć :)
Znalazłam w szafce kupioną jakiś czas temu paczkę czerwonej soczewicy, pierwszy raz (wstyd się przyznać?) zakupiłam wiązankę włoszczyzny. Wyszedł gar aromatycznej, gęstej zupy.
Kto miałby ochotę mógłby ją zblenderować, ale po co.
Ach, poczułam się jak własna babcia, gdy dodałam trochę śmietany na samym końcu.
Ale muszę przyznać, że warto było.

Edit: Jeśli mamy do czynienia z czerwoną soczewicą, nie musimy wcześniej jej namaczać. Podobno równie łatwo gotuje się jak reszta. Ja jednak zalałam ją wcześniej wrzątkiem, tak na wszelki wypadek.


Potrzebujemy:


2 szklanki czerwonej soczewicy łuskanej
2 marchewki
1/2 cebuli
1/2 małego selera
1 pietruszka,
1 puszka pomidorów bez skórki
3 ząbki czosnku
3 łyżki sosu sojowego
1 kostka warzywnej kostki rosołowej
3 łyżki ziół prowansalskich
2 łyżki ostrej papryki
1 pęczek natki pietruszki
sól i pieprz

śmietana 18%


Soczewicę zalewamy gorącą wodą i zostawiamy do ostygnięcia na kilka godzin. Po tym czasie odsączamy ją na sitku. W garnku w litrze gorącej wody rozpuszczamy kostkę rosołową, dodajemy odsączoną soczewicę. Gotujemy pod przykryciem kilka minut. 
Na kropli oleju szklimy poszatkowaną cebulę, pod sam koniec dodajemy czosnek. Następnie cebulę i czosnek wrzucamy do soczewicy. Gotujemy, dodajemy puszkę pomidorów bez skórki (wcześniej tniemy je nożem w puszce na mniejsze kawałki). Mieszamy. Na tarce z grubymi oczkami ścieramy pokolei marchewkę, pietruszkę, seler. Wrzucamy je do garnka. Gotujemy około 25 minut, przyprawiamy do smaku - sól, pieprz, sos sojowy (lub maggi), zioła prowansalskie, ostra papryka. 
Dodajemy poszatkowaną natkę pietruszki. 
Po podaniu zabielamy śmietaną. 

Jest równie dobra następnego dnia.

Smacznego!

22 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Żurawinowe ciasto rodem ze Starbucksa

11/03/2011 Agata 28 Comments



Cranberry Bliss Bar - sezonowe i najpopularniejsze w czasie bożonarodzeniowym (który, jak wiemy, w Stanach rozpoczyna się zaraz po Halloween) ciacho. Załąpuje się również jako ciasto na Święto Dziękczynienia. W Polsce się z nim jeszcze nie spotkałam, ale tym bardziej chciałam je upiec. 
Jest pełne żurawiny, białej czekolady, która chrupie (nie mam pojęcia jakim sposobem ona się nie rozpuszcza) i  schowane pod kołderką pysznej serkowej polewy. Połączenie idealne, choć dla mnie nowe. Naprawdę warto spróbować, jest proste do zrobienia! 
Ciasto przygotowałam na rodzinne spotkanie z okazji 1 listopada, w Poznaniu kupiłam świeżą żurawinę i... zostawiłam na stole. Zorientowałam się w już w pociągu do domu.
Powinna ona się znaleźć na samej górze pod białą czekoladą - zastąpiłam suszoną. No trudno :)

Wyprzedzając opinie o Starbucksie - ja uważam, że mają dobrą kawę i fajny wybór ciast (chociaż ceny wypieków są nieco kosmiczne). Ale kawa to dla mnie kawa, przelewowa, mieszanka różnych gatunków. A nie woda o smaku karmelowym z bitą śmietaną i czekoladą. Wystarczy wczytać się w menu i znajdziemy to co dobre :)

Przepis wzięłam z bloga Kuchnia pełna smaków. Poniżej już z moimi zmianami:


Potrzebujemy:

Ciasto:
3/4 kostki masła
1 szklanki brązowego cukru
4 jajka
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka mielonego imbiru
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki mąki żytniej
3/4 szklanki mąki tortowej
3/4 szklanki pokrojonych suszonych żurawin
1,5 tabliczki białej czekolady


Krem z serka:
250 g (2 opakowania) serka Philadelphia (zdecydowanie najlepszy)
1 szklanka cukru pudru
1 łyżeczka soku z cytryny
2 krople ekstraktu waniliowego

Polewa z białej czekolady:
1 tabliczka białej czekolady
50 ml śmietanki

+ 50g świeżych (lub suszonych) żurawin


Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Tortownicę o średnicy 26 cm wykładamy papierem i smarujemy margaryną. Za pomocą miksera ucieramy brązowy cukier z masłem, dodajemy jajka, ekstrakt waniliowy, imbir i sól. Następnie dodajemy przesianą mąkę, najpierw żytnią, potem białą. Miksujemy do pełnego połączenia składników. Wrzucamy pokrojoną żurawinę i białą czekoladę (również pokrojoną na małe kawałki. Mieszamy. Ciasto wlewamy do tortownicy i pieczemy około pół godziny (do suchego patyczka).
Studzimy, wyjmujemy z formy, odwracamy na drugą stronę. 
(Ja zostawiłam ciasto pod przykryciem na noc i następnego dnia zajęłam się robieniem polewy.)

Serek philadelphia miksujemy z przesianym cukrem pudrem, dodajemy ekstrakt i cytrynę. Smarujemy ciasto. 

Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej ze śmietanką. Następnie wlewamy do woreczka, ucinamy mu brzeg i poewamy ciasto. Zostawiamy do ostygnięcia.
Ciasto jest równie dobre następnego dnia (trzymamy w zamknięciu w lodówce).


Smacznego!

I na sam koniec. Zachciało mi się trochę jesieni w wydaniu analogowym.



28 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Tarta ze szpinakiem i łososiem

10/17/2011 Agata 15 Comments


Ale to było dobre! :) Muszę przyznać, że połączenie szpinaku, łososia i beszamelu zapiekanego pod serem jest obłędne.
Na początku bałam się trochę co zrobić żeby łosoś miał swój konkretny smak, jednak na zakupach z Igą wybrałyśmy po prostu filet już uwędzony. Potem jeszcze trochę walczyłam z oddzieleniem mięsa od skóry, ale... było warto. 
Jako jeden z trików na uproszczenie sobie zabawy mogę polecić kupienie gotowego arkusza ciasta, które powinno być spodem do pizzy. Po podpieczeniu go (WCALE się nie zagapiłam...) wykładamy na niego składniki. Dlaczego akurat to, a nie francuskie? "Spód od pizzy" jest odpowiednio twardy, jest idealną formą samą w sobie. Ciasto francuskie też jest super, ale akurat wtedy wydawało mi się być zbyt miękkie. Oczywiście ciasto kruche też jest dobrą alternatywą.
No i nie zdziwcie się, gdy z wielkiej kopy liści szpinaku po wrzuceniu ich  na patelnie zostanie jakaś... 1/5? ;)
Pyszne jest też następnego dnia, gdy wszystkie składniki już sobą przejdą... Warto zostawić sobie kawałek do odgrzania.


Potrzebujemy:

1 arkusz ciasta "spód do pizzy" (np. taki jak TUTAJ)
300 g wędzonego łososia (filet)
400 g świeżego szpinaku
100 g żółtego sera (np. gouda)

na beszamel:
70 g masła
70 g mąki
1 szklanka mleka
1/2 szklanki śmietanki
gałka muszkatołowa
pieprz sól




Nagrzewamy piekarnik do 170 stopni. Na formę od tarty wykładamy gotowy arkusz ciasta, smarujemy odrobiną oliwy z oliwek i wkładamy do piekarnika na 10-15 minut.
Liście szpinaku myjemy i odrywamy gałązki, zostawiając same liście. Następnie wkładamy na patelnię z odrobiną oliwy i mieszamy aż zmniejszą swoją objętość. Możemy zanim oliwa się rozgrzeje (tylko nie później!!!) dodać odrobinę wody. Potem przyprawiamy odrobiną soli i pieprzu. 
Wędzony filet z łososia oddzielamy od skóry i dzielimy na małe kawałki. 
Przygotowujemy beszamel roztopione masło energicznie mieszamy z mąką a potem dolewamy do nich mleko i śmietankę, szczyptę gałki muszkatołowej, pieprz i sól do smaku, wszystko powoli i małymi porcjami, aby nie powstały grudki.
Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Po wyjęciu ciasta z piekarnika wykładamy na nim 1)beszamel 2) łososia 3)szpinak i tak dwa razy. Następnie przykrywamy beszamelem i posypujemy startym serem. 
Całość wkładamy do piekarnika na około 25-30 minut. 



Smacznego! :)



15 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Pumpkin pie - tarta z dynią

10/06/2011 Agata 14 Comments



Mogłabym napisać esej na temat moich obaw dotyczących Pumpkin pie. Jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych i wychowana na amerykańskich serialach zawsze się zastanawiałam jak może smakować ciasto z dynią. No i w końcu, przyszedł ten dzień, gdy kupiłam kawał dyni i gubiąc po całej kuchni pestki przygotowałam to ciacho. Wrażenia? 50 na 50. Słodkie choć trochę pikantne, ale jednak to nie jest smak do którego jesteśmy bardzo przyzwyczajeni. No ale warto spróbować, piękny zapach na pewno Was uwiedzie :) Warto choćby po to żeby zobaczyć co w Stanach wsuwają w każde Halloween. 


Potrzebujemy:

ciasto kruche:
250 mąki
125g zimnego masła
2 żółtka 1 białko
100g cukru pudru

nadzienie:
2 kg dyni
1 szklanka cukru pudru
2 łyżki syropu klonowego1
100 ml śmietanki 18%
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 jajka
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
szczypta chilli


Dynię oddzielamy od skórki, kroimy na małe kawałki i wrzucamy do gorącej wody (1/3 wysokości garnka), dodajemy 4 łyżki cukru i łyżeczkę gałki muszkatołowej i cynamonu. Gotujemy aż dynia zmięknie. Następnie odcedzamy dynię na sitku i studzimy.  

Przygotujemy ciasto kruche tak jak zawsze, czyli mąkę ugniatamy z kawałkami zimnego masła, żółtkami, białkiem i cukrem. Formujemy kulę i wkładamy do zamrażalnika na 2 godziny.
Potem wylepiamy formę od tarty ciastem, dziurkujemy widelcem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na 20 minut. 

Przygotujemy masę dyniową: wystudzoną dynię blenderujemy razem ze śmietanką, jajkami, syropem klonowym, przesianym cukrem pudrem, mąką ziemniaczaną i przyprawami. Smakujemy i doprawiamy według uznania.

Wyjmujemy częściowo upieczone ciasto kruche i rozsmarowujemy na nim masę dyniową. Wkładamy do piekarnika na około godzinę. 

Serwujemy oprószone cukrem pudrem lub z bitą śmietaną. Dobre jest na ciepło jak i na zimno.


Smacznego!

14 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Rogaliki ze śliwkami

10/05/2011 Agata 9 Comments


Drożdżowe rogaliki w trzech wariacjach, lecz uznajmy te ze śliwką węgierką jako motyw przewodni :)
Wyszły puszyste, pięknie wyrośnięte, niektóre naprawdę wypchane nadzieniem.
Zeszły szybciutko i myślę, że niedługo trzeba będzie je powtórzyć. Tylko w której wersji?
Czekoladowe są idealne do kawy, te z jabłkiem super na jesienne popołudnie, a te ze śliwką... zawsze.
Znam wiele osób, które nie znoszą wyrabiania ciasta drożdżowego. Też tak miałam dość długo i zawsze kojarzy mi się to z długą kulinarną podróżą. Ale w sumie, jak używam drożdży instant to jakoś tak bezproblemowo wychodzi. Ciasto się nie lepi, łatwo je wyrobić i ładnie wyrasta. Polecam, to tak z osobistych spostrzeżeń :)
Przepis wygrzebany w domowym zeszycie, ten bodajże był podpisany 'Rogaliki od Hanki'.



Potrzebujemy (około 40 rogalików):
1 kg mąki
1 kostka masła
1 kostka margaryny
2 szklanki mleka
3 duże jajka
1 szklanka cukru pudru
7g drożdży instant

nadzienie (jeśli te 40 rogalików robimy w 3 wersjach):
0,5 kg śliwek węgierek
0,5 jabłek antonówek
pół szklanki cukru
cynamon
1,5 tabliczki czekolady gorzkiej lub mlecznej

+ 1 jajko do posmarowania
0,5 szklanki cukru pudru
1 białko


Przesiewamy mąkę, dodajemy rozpuszczone masło i margarynę (mogą być lekko ciepłe), mieszamy, dodajemy podgrzane (ważne, żeby nie gorące) mleko i jajka. Na końcu dodajemy drożdże, mieszamy i wyrabiamy przez chwilę. Miskę przykrytą ściereczką zostawiamy na około pół godziny w ciepłym miejscu. 
W tym czasie odpestkowujemy śliwki, obieramy jabłka i kroimy je w kostkę, jabłka posypujemy cukrem i cynamonem. 
Po czasie, gdy ciasto już wyrośnie, bierzemy z niego kulę wielkości piłki od tenisa i rozwałkowujemy. 
Następnie dzielimy na 8 części (jak na zdjęciu powyżej). Do każdego rogalika wkładamy owoce, czyli kawałki śliwek, lub jabłka z cukrem i cynamonem bądź kawałki czekolady i zwijamy aby powstał rogalik.
Rozbełtane jajko rozsmarowujemy na każdym rogaliku.
Wykładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia do piekarnika rozgrzanego do 160 stopni na około 20-25 minut. 
Aby przygotować biały lukier miksujemy cukier puder z białkiem jajka i dekorujemy rogaliki.

Smacznego! :)





A tak jeszcze dodam, jako piękne zjawisko. Już jakiś czas temu o tym przeczytałam i znowu trafiłam na ten film na Ziołowym Zakątku.
Otóż, powyżej macie bardzo ładny filmik obrazujący robienie tarty z masłem orzechowym. Ciacho to było ulubione przez jednego z blogerów, Mike'a, który niedawno zmarł. Grupa osób z kuchennej blogosfery przygotowała ten film, żeby wyrazić solidarność z jego rodziną. Był też taki dzień, gdzie na wielu zagranicznych blogach pojawiła się ta tarta. Wzruszający gest. A do tego z Heartbeats Jose Gonzalesa w tle, piosenką dla mnie szczególną.


9 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Tarty z ricottą, gruszkami i kozim serem

9/30/2011 Agata 6 Comments



Pyszne połączenie smaków, którego trochę się bałam. Bo ja doskonale wiedziałam, że gruszka też jest super na wytrawnie, ale na teorii moja wiedza się kończyła. Teraz zaliczyłam praktykę :)
Takie tarty są świetnym pomysłem na lekką kolację, przekąskę, w sumie dość efektowne jak na trudność ich wykonania (znikomą). 
Oprócz pomysłu z gruszką Moja Mama (ostatnio tak często bywałam w domu, że jestem już chora jak słyszę 'TLK' i 'pociąg') wymyśliła równie dobre połączenie z pomidorem. Na dole też ricotta, a u góry krowi ser pleśniowy. Pychotka. Buziaki dla Mamy!

Jest taka śliczna jesień, że mogłaby trwać wiecznie. Przysięgam, że jest mi teraz najlepiej.
Wczoraj usłyszałam, że zarażam jesiennym entuzjazmem. No ale jak tu się nie zachwycać? :)


Potrzebujemy (na 8 tart):

1 arkusz francuskiego ciasta
300 g ricotty
150 g koziego sera
2 duże gruszki
gałka muszkatałowa

konfitura żurawinowa


Arkusz dzielimy na 8 prostokątów, zawijamy ich brzegi (pamiętajmy, że wyjdą mniejsze), na każdym prostokącie wykładamy 2-3 łyżeczki ricotty i je rozsmarowujemy, po czym widelcem zgniatamy brzegi tart. Potem wykładamy po jednym cienkim plasterku gruszki i posypujemy szczyptą gałki muszkatołowej. 
Następnie kilka kawałków sera koziego (jest bielszy od krowiego, lecz ten też może być :).
Wkładamy na 25 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni. 
Pyszne jeszcze ciepłe. Polecam posmarować konfiturą żurawinową - doskonale podkreśla smak sera i gruszki. 


I jeszcze wersja z pomidorami.
Zamiast gruszki pomidor z ziołami prowansalskimi i na górze bodajże ser Valbon. Mniej ryzykowne, równie pyszne :)


Smaaaacznego!




6 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Krówki w jabłkach - muffiny

9/19/2011 Agata 8 Comments


Jesienne, wieczorne muffiny z jabłkami, orzechami i krówką, które wyszły jak nigdy. Dlatego też odważyłam się je tutaj wrzucić chociaż zdjęcia nie są zachwycające, co jest oczywiście kwestią światła. Gdy wyjmowałyśmy je z piekarnika było już po 22...:)
Popijałyśmy ostatnio z Igą kawę w pewnej poznańskiej kawiarni, zamówiłyśmy sobie po babeczce z jabłkami i stwierdziłyśmy, że zrobimy takie, tyle że po swojemu. I wiecie co? Wyszły lepsze (bo z krówką!). 
Proste w przygotowaniu za to naprawdę pyszne. W środku mięciutkie jabłka, roztopione toffi, chrupiące migdały. Warto porwać na chwilę papilotki, pociachać jabłka, wrzucić po krówce do babeczki. No i jeszcze na sam koniec na muffina - czapeczka z bitej śmietany. Rozpusta :) Dobre towarzystwo przy pieczeniu wskazane. Tak jak wino (z kotem na etykiecie!).


Potrzebujemy
(wyszło 18 mufinek):
300 g mąki
100 g roztopionego masła
2 roztrzepane jajka
100 ml mleka
150 ml śmietany 18%
150 g cukru demerara
50 g białego cukru
2 łyżki cukru waniliowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
300 g jabłek (antonówki najlepiej)
50 g migdałów
50 g rodzynek
50 g orzechów (w sumie to obojętnie jakich)
100 g krówek




W dwóch miskach mieszamy osobno składniki suche (mąka, proszek do pieczenia, cukier, orzechy, migdały) i mokre (mleko, śmietana, roztopione masło, jajka). Jabłka obieramy, kroimy w kostkę, posypujemy cukrem waniliowym i ewentualnie cynamonem. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni w termoobiegu. Formę do mufinek wykładamy papilotkami.
Mieszamy zawartość obu misek (delikatnie), papilotki napełniamy do 1/3 ciastem, potem wykładamy na nie po łyżeczce jabłek pokrojonych w kostkę, przykrywamy ciastem i do każdego upychamy jeszcze po połowie krówki. Możemy na wierzch posypać jeszcze orzechami bądź migdałami. 
Wkładamy do piekarnika na 25 minut. Wyjmujemy, studzimy przez chwilę.

No i jeszcze piosenka na dzisiaj. Przepiękny klasyk.



Smacznego!

8 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Mini serniki z malinami

9/14/2011 Agata 18 Comments




W sam raz na raz. Jedna malina w środku, druga na górze. Proste do wykonania serniczki, pyszne zaraz po wyjęciu z piekarnika. Jako spód użyłam najpopularniejszych do tego ciastek Digestive (jest zdjęcie, gdyż ktoś się ostatnio pytał jak wyglądają). Jest sezon na maliny i ja z niego korzystam, naprawdę warto póki są i można je rwać prosto z krzaka! :)
Absolutnie nie przejmujcie się bardzo płynną konsystencją masy sernikowej, po kilkunastu minutach w piekarniku już wszystko wygląda dobrze. :)



Potrzebujemy:
na około 20 serniczków


200 g pokruszonych ciastek (digestive lub inne zbożowe)
1/3 kostki masła
1kg twarogu do serników (ja użyłam President)
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3 krople aromatu waniliowego
3 jajka
150 g cukru pudru
200 g malin


Kruszymy ciastka na pył (drobniej niż na powyższym zdjęciu), dodajemy do tego roztopione masło i mieszamy. Masą wykładamy papilotki. 
Za pomocą miksera mieszamy twaróg, jajka, cukier puder (przesiany) i mąkę ziemniaczaną. Gdy otrzymamy już jednolitą masę nalewamy ją do papilotek w formie od muffin.
Do środka każdej wkładamy po jednej malinie.
Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni i pieczemy serniki około pół godziny. Gdy sprawdzimy, że masa jest jeszcze odrobinę płynna a góra zaczyna się już robić brązowa - przykrywamy papierem.
Dekorujemy malinami. 


Serniczki przechowywane w szczelnym opakowaniu są smaczne jeszcze przez kilka dni. 

Smacznego! :)


18 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Flapjack

9/12/2011 Agata 7 Comments


W końcu go zrobiłam. Flapjack, czyli przepyszna kompozycja samych pyszności, inspirowany tym od Sophie Dahl (tutaj przepis). Choć pewnie nie każdemu podpasuje ze względu na obecność płatków owsianych. Ja już kiedyś, dokładnie rok temu, o owsiance pisałam (o tu) i zdania nie zmieniłam :). 
Nie nazwałabym tej przekąski dietetyczną ze względu na miód i masło, za to na pewno bardzo zdrową. 
Flapjack jest też idealnie jesienny. A ja jesień uwielbiam i trochę nie mogę się jej doczekać. Jesienią zawsze słucham dużo jazzu i Chopina, chowam się pod ciepłym kocem i pijąc ciepłe kakao słucham deszczu uderzającego o szyby. I tak jest mi dobrze. Więc niech jesień nadchodzi. Z flapjackiem będzie smakowała jeszcze lepiej. 

Potrzebujemy:

300g płatków owsianych górskich
150 g masła
4 duże łyżki miodu
2 duże łyżki syropu klonowego (lub golden syrup)
i co tylko nam wpadnie w ręce, u mnie znalazły się:
suszone banany
suszona żurawina,
daktyle,
ziarna słonecznika
ziarna dyni,
wiórki kokosowe
orzechy włoskie,
rodzynki
migdały
suszone śliwki
siemię lniane
świeże maliny


Masło roztapiamy w rondelku, dodajemy miód i syrop klonowy. Nie doprowadzamy do wrzenia.
W osobnej misce mieszamy wszystkie składniki (takie jak orzechy czy daktyle kroimy wcześniej na mniejsze kawałki), potem dolewamy do nich masło z miodem i syropem.
Blaszkę 20x30 cm smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia. 
Następnie wykładamy grubą warstwę mieszanki, na wierzch kładziemy świeże maliny.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni. Pieczemy do zarumienienia brzegów.

Flapjack pokrojony w kwadraty i zamknięty w słoiku będzie dobry jeszcze około tygodnia :)
Smacznego!

7 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Kruche z owocami i kruszonką

6/26/2011 Agata 12 Comments




Czerwcowy czas zrywania porzeczek i agrestu z babcinych krzaków rozpoczęty. I potem pytanie - co z nimi zrobić? Drożdżówka czy kompot przychodzą do głowy jako pierwsze.
A ja miałam największą ochotę na kruche ciasto. Równie proste :)
Idealnie współgrające smaki: kwaśny i słodki nie mogą się znudzić. To ciacho, w sumie częściowo wyglądające jak tarta (zrobiłam dwie wersje) jest kruche i miękkie zarazem (dodałam mąki orkiszowej), do tego super smakuje następnego dnia.
Można wrzucić do niego wieeele owoców. Porzeczki nie są dostępne zbyt długo więc korzystajmy - kto może niech zrywa z babcinego krzaka :)



Potrzebujemy:
ciasto kruche:
150g mąki pszennej
150g mąki orkiszowej
2 jajka
1 żółtko
150 g masła

300g porzeczek
100g agrestu

kruszonka:
100g mąki pszennej
50 g mąki orkiszowej
100 g cukru
150 g masła


Na ciasto kruche łączymy ze sobą składniki, masło rozcieramy aby złączyło się z resztą, dokładnie zagniatamy, zawijamy w folię i odkładamy na pół godziny do lodówki. Następnie na blaszce rozcieramy masło i kładziemy papier do pieczenia. Następnie rozkładamy ciasto, równomiernie i nakłuwamy widelcem. Wkładamy na 20 minut do piekarnika nagrzanego do 160 stopni. Porzeczki pozbawiamy ogonków, tak samo agrest. Posypujemy je kilkoma łyżkami cukru i zostawiamy na kilka minut. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę: mąkę i cukier mieszamy z rozpuszczonym masłem.
Na ciasto wyjęte z piekarnika kładziemy owoce z cukrem, posypujemy je kruszonką i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 30-40 minut (zależy od tego, czy brzegi nie będą sie zbyt rumienić).


Doskonale smakuje na gorąco. Smacznego :)

12 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!

Chilli con carne

6/16/2011 Agata 14 Comments



Chilli con carne. Z hiszpańskiego: papryki z mięsem. Klasyk kuchni tex-mex, w końcu zagościł w mojej kuchni. Nie powiem, trochę zgrzaliśmy się je jedząc. Ostre, ale jakie dobre! Wszystko co w sobie zawiera współgra ze sobą idealnie. Proste w przygotowaniu, bardzo sycące.Można je zjeść z plackami tortilli lub z ryżem. Polecam na gorące letnie popołudnie.




Potrzebujemy (porcja dla 4 głodnych osób):


500 g mielonej chudej wołowiny
1 papryka
1 pomidor
1 puszka pomidorów w puszce
1/2 puszki kukurydzy
3/4 puszki fasoli czerwonej
3 ząbki czosnku
1 duża cebula
3 łyżeczki chilli
2 łyżeczki kuminu (kminu rzymskiego)
2 łyżeczki oregano
sól
pieprz
4 placki pszennej tortilli



Cebulę siekamy w kostkę, szklimy na łyżce oliwy z oliwek w głębokim garnku, dodajemy wyciśnięty czosnek. Dorzucamy mięso i dodajemy przyprawy (kumin, chilli, pieprz i sól). Czekamy aż się usmaży, następnie dodajemy pomidory z puszki. Po kilku minutach dodajemy pomidory i paprykę pokrojone w paski i dusimy pod przykryciem około 15-20 minut. Pod koniec dodajemy kukurydzę i fasolę. Zostawiamy jeszcze na kilka minut na małym ogniu.
Placki tortilli podgrzewamy w mikrofali lub na grillowej patelni. Podajemy na nich mięso z warzywami.

Całuję w czółko mojego wytrwałego siekacza cebuli, Annę. Popłacz się, nie daj się! :)))

Smacznego!

14 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz :)

Na pytania staram się odpowiadać jak najszybciej!